Wszędzie mówi się o kryzysie i finansach. Dlatego wielką popularnością cieszą się wszelkiej maści ekonomiści, którzy są przepytywani przez dziennikarzy na temat tego, co będzie w kwestii finansów. Ciekawość budzi to, co się będzie działo ze strefą euro i jej satelitami, czy kurs euro się utrzyma, podniesie, obniży? Jaki los czeka w związku z tym kurs złotówki? Kłopoty mają ludzie, którzy zaciągnęli kredyt na mieszkanie we frankach szwajcarskich kiedy frank był grubo poniżej trzech złotych, a dziś wartość ich zadłużenia przekracza wartość mieszkania, które kupili. Więc na wagę złota są rady ekonomistów, którzy „przewidują” że kurs złotówki się wzmocni, albo obniży, w związku z tym trzeba się wstrzymać z przewalutowaniem … Problem polega na tym jednak, że nawet ekonomiści zaliczani do poważnych (np. minister Rostowski, czy były premier Balcerowicz) dramatycznie różnią się w opiniach na temat ekonomii i tego co trzeba robić.
Wyliczenia, prognozy i przewidywania dzisiejszych magów ekonomii przypominają nieco praktyki starożytnych babilońskich magów, którzy patrzyli w niebo, widzieli planetę niedaleko jakiejś gwiazdy i na przykład oznajmiali, że należy rozpocząć wojnę z sąsiadem bo gwiazdy sprzyjają. Albo którzy interpretowali sny królów. Tak samo wartościowe i godne posłuchania są rady dzisiejszych ekonomistów. Jak się nie uda, to zawsze jest sporo czynników które będzie można wskazać jako przyczyny niepowodzenia.
Prawda jest taka, że cały współczesny system finansowy świata jest dramatycznie odwrotny do tego jaki system przewidział Bóg i jaki chciał by funkcjonował w starożytnym Izraelu. Który, jeśliby ludzie wprowadzili i podążali za nim byłby błogosławieństwem dla całego świata. Dzisiejszy świat funkcjonuje w oparciu o długi. Kredyty są bardzo łatwo dostępne (ostatnio ponoć trudniej ze względu na kryzys), wszelkiego rodzaju karty kredytowe i tak zwane promocje zero procent lub gotówkę od ręki może dostać każdy, kto ma dowód osobisty. Nie sposób kupić mieszkania bez kredytu – nawet lodówki w wielu przypadkach. Wobec tego wszyscy się zadłużają, począwszy od obywateli, którzy kupują telewizory, poprzez samorządy, które budują amfiteatry i drogi, aż do państwa, które ciągle ma za dużą dziurę budżetową. Zadłużeni obywatele, zadłużone państwo i miliardy z Unii, które o dziwo pogłębiają jeszcze zadłużenie wszystkich. Dlatego, że aby wydać unijny milion trzeba mieć półtora swojego, i każdy myśli że straci okazję, gdy się nie zadłuży o te półtora miliona. Najgorsze jednak przychodzi, gdy długi trzeba spłacać. „Dług nie rana” mawiają, „nie zagoi się”. I wtedy okazuje się, gdy nie ma możliwości spłaty zaciągniętych długów, że system pęka, trzeszczy i bankrutuje. Nikt, albo prawie nikt nie darowuje długów – prędzej sprzeda długi komuś innemu, kto już będzie wiedział jak skłonić wierzycieli do spłaty…
Natomiast w systemie finansowym Izraela obowiązywać miała zasada, zasada roku jubileuszowego (3 Moj 25), kiedy darowywane były długi i wierzytelności, niewolnicy mogli otrzymać wolność, w tym roku nawet ci co sprzedali swą rodzinną ziemię czy dom mogli to z powrotem odzyskać, gdyż ten, kto to kupił miał im to oddać. Ten kto wziął w zastaw szatę drugiego, powinien był mu ją oddać przed zachodem by tamten nie marzł i nie wolno mu było pożyczać na lichwę. Był to system oparty na łasce i darowaniu długów – darowaniu win. System tak pomyślany, że gdyby funkcjonował, nie byłoby zjawiska opresji ekonomicznej, nie było ekonomicznych bankrutów. System, który uczył o tym jaki jest Bóg – że darowuje winy i okazuje łaskę, tym, którzy sami się wykupić nie mogą.
Ten narzucony na nas dzisiejszy system finansowy zmierza ku swemu tragicznemu końcowi, bo jest przeciwstawny Bożej woli i jest motywowany „miłością do pieniędzy”, która jak ap. Paweł podkreśla jest „korzeniem wszelkiego zła” (2 Tm 6:10). Oby chrześcijanie nie byli ślepi na te procesy, i chociaż trudno uniknąć dziś kredytów, to może łatwiej unikną pułapek współczesnych magów ufając Bogu, że nie „porzuci ani nie opuści” i „poprzestawając na małym”.

