Rodzina jako związek mężczyzny i kobiety, którzy wychowują swoje potomstwo poddana jest systemowemu naciskowi, który zadziwia już swą siłą i wielopoziomowością. Nic więc dziwnego, że jesteśmy świadkami społeczeństwa, w którym rodziny są coraz słabsze.
Począwszy od związku dwojga młodych ludzi, którzy się zakochują i chcą się pobrać, zamieszkać razem itd.. Mówiąc „młodych ludzi” mam na myśli mężczyznę i kobietę, dzisiaj już to nie jest takie oczywiste i wielu lewicowych polityków przekonuje, że pary homoseksualne to także małżeństwo i rodzina. Ja tak nie uważam. Otóż już nie jest żadnym odkryciem, że pary najpierw zamieszkują razem, i najczęściej pod jakimś wpływem rodziny decydują się na ślub. Małżeństwo w zamyśle ma być czymś stabilniejszym poważniejszym niż spółka z o.o. zwana życiem na kocią łapę. Czemu taka kolejność – ano taka kultura powstała, która hołdując wolności bez zobowiązań, afirmuje seks bez zobowiązań. Ale nie tylko.
Młodzi ludzie w dzisiejszej Polsce mają niezmiernie trudną sytuację jeżeli chodzi o usamodzielnienie się. Jeśli nie dostaną w spadku od rodziców, albo wręcz rodzice im nie kupią – nie mają swojego mieszkania. Skazani są na to by mieszkać z rodzicami albo może wynajmować mieszkanie. Żeby móc się usamodzielnić podejmują więc bieg w szczurzych wyścigach korporacyjnych, pracując wiele godzin i będąc poddanymi dużym stresom. Wszelka myśl o dziecku schodzi na później. Z drugiej strony bardzo wielu nie może dostać w Polsce pracy, nawet jeśli skończyli uniwersytet czy politechnikę. Nic dziwnego, że wciąż wielu widzi swą lepszą szansę na emigracji. Dlaczego mają pracować za 1376 zł brutto i wciąż nie móc zamieszkać w swoim mieszkaniu i wciąż nie móc utrzymać nawet samego siebie?
Kiedy już para weźmie ślub (koszt średnio 50 tys zł) i zamieszka razem – okazuje się, że o dziecku zaczyna myśleć kiedy już oboje są po trzydziestce, kiedy już mają jakąś tam stabilność. Wtedy okazuje się że nie mogą spłodzić dziecka – za późno, za dużo stresu, za dużo kawy, za dużo sztucznego jedzenia. Ratunkiem jawi się in vitro rzadziej adopcja. Zaś po drugiej stronie in vitro są pary (lub kobiety), które poddają aborcji swoje niechciane ciąże. Obie sprawy: in vitro i aborcja są wbrew porządkowi ustalonemu przez Boga, wbrew temu jak o rodzinie mówi Boże Słowo.
Kiedy dziecko już się pojawiło, okazuje się że pozostanie jedynakiem, bo dla takiego małżeństwa nie do pomyślenia jest posiadanie więcej niż jednego – za dużo wysiłku, za dużo kosztów, za dużo problemów natury logistycznej, wychowawczej, materialnej jest do pokonania, żeby myśleć o jeszcze jednym. Skoro niestety wciąż są kobiety, które po urodzeniu dziecka tracą pracę, jaka jest szansa, że zdecydują się na kolejne dziecko? Rodzina z trójką dzieci postrzegana jest prawie jak coś nienormalnego. W zasadzie do wyjątków należy sytuacja, że kobieta wychowuje dziecko przez 3 lata, zwykle 4 miesiące macierzyńskiego i do pracy, a dziecko do babci albo opiekunki jeśli stać rodziców. Często też niestety nie ma komu dziecka powierzyć, bo babcia nie jest w stanie się zająć, w żłobku nie ma miejsca, a opieka jest za droga. W takim przypadku matka nie ma co nawet szukać pracy. A gdy dziecko kwalifikuje się do przedszkola, to rodzice słyszą że pierwszeństwo przyjęcia mają dzieci rodziców, którzy oboje pracują. Błędne koło.
Państwo w zasadzie nie wspiera zdrowych, normalnie funkcjonujących rodzin, ani im nie ułatwia wychowywania potomstwa. W zasadzie najwięcej uwagi i pomocy dostają rodziny patologiczne, rozbite, dysfunkcyjne z powodu alkoholizmu któregoś z rodziców. Państwo za to ułatwia otrzymywanie rozwodów, już nawet bez orzekania o winie, co jest jakimś absurdem. Okazuje się też, że państwo musi bo Unia Europejska nakazała podwyższyć podatek vat na ubranka dla dzieci. Po prostu nie ma innej możliwości już dla wielu rodzin niż szukać w ciucholandach ubrań dla ciągle rosnących pociech. Koszty wyposażenia do szkoły także są co roku bardzo wysokie, bo książki są jednorazowego użytku. System jeszcze tak działa, że podrośnięte pociechy zachęca do nieposłuszeństwa rodzicom, rodzicom którzy nie mieli dla dzieci dość czasu, bo pracowali i zmagali się z przeciwnościami systemu.
Nic zatem dziwnego, że rodzice, dzieci, relacje wewnątrz rodziny podlegają napięciom. System będzie się jeszcze pogarszać, Boże Słowo nie pozostawia złudzeń. A dla każdej dzisiejszej rodziny, tak naprawdę jedynym ratunkiem jest przylgnięcie do Boga, złożenie swej ufności w Nim i Jego prowadzeniu i opiece. W Tym, który jest mocniejszy niż każdy system.

