Pokłon trzech króli, Sandro Botticielli

Dlaczego taki mało radosny i zachęcający tytuł wybrałem? Ano dlatego, że wbrew wszystkim życzeniom, święta nie dla wszystkich są szczęśliwe, wesołe i rodzinne.

Może przyczyną jest sam Jezus, który będąc pierwszym powodem, dla którego w ogóle są obchodzone, w dzisiejszym świecie cywilizacji postchrześcijańskiej, jest już daleko za świętym Mikołajem, karpiem, prezentami i piernikami w hierarchii wartości tych świąt. Trudno nie mieć wrażenia, że święta byłyby równie a może bardziej świąteczne dla dzisiejszego pokolenia bez wspominania o Jezusie. Nawet papież wzywa do tego, by dołożyć starań, by te święta nie straciły nic na ich wymiarze religijnym. Śpiewać kolędy o dzwoneczkach, cichej nocy, robić zakupy na promocjach w elektromarketach, ubierać choinkę, można robić całkiem bez związku z wiarą w Jezusa.

Właściwie, to patrząc na narodziny Jezusa i na rozwój wypadków po Jego narodzeniu, to widać już wyraźnie, że już wtedy nie wszyscy się cieszyli z Jego narodzin. Pasterzy ogarnął na początku „strach wielki” (Łk 2:9). Herod wkrótce potem zarządził rzeź wszystkich dzieci do drugiego roku życia chcąc zgładzić „nowonarodzonego króla” (Mt 2:16).

Niewielu rozumiało, co tak naprawdę się stało wraz z narodzeniem Chrystusa. Rozumiał to Symeon, że dane mu było zobaczyć „zbawienie”, „światłość pogan” i „chwałę ludu izraelskiego” (Łk 2:30-32). Od razu też powiedział, że Jezus będzie „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”. Podobnie też prorokini Anna opowiadała wszystkim o zbawieniu. Natomiast większość się nie cieszyła z Jego narodzin, bo nie rozumiała ich znaczenia. Podobnie dziś, większość nie cieszy się z narodzin Pana i zbawienia, które ono przyniosło, tylko się cieszy z atmosfery świąt – ciepłych, serdecznych, rodzinnych, magicznych.

Mimo życzeń płynących z telewizora o poddaniu się magi świąt, i propagandy rodzinnych wesołych świąt,  w mało którym domu rodzinne święta są wesołe. Przyczyną jest katastrofalny stan rodzin. Rodzin po rozwodach, rodzin zmagających się z alkoholizmem niektórych swych członków. Rodzin dotkniętych biedą i nierzadko skłóconych, rodzin nie żyjących razem. Rodzin próbujących naklejać na swoje bolączki plastry w postaci prezentów. Rodzin, które jednocześnie nie chcą widzieć w narodzonym Zbawiciela, a radości upatrują w 40 calowym telewizorze, kupionym w świątecznej promocji.

Dziś już nie ma „Dzieciątka Jezus”, które darzy łaskami, już nie rodzi się po raz dwutysięczny Jezus, który jest maleństwem zziębiętym i wzbudzającym nasze politowanie. Dziś już dwa tysiące lat prawie żyjemy po wydarzeniach dokonanych, po narodzinach, życiu, śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa. Tego Chrystusa, którego „Bóg uczynił Panem i Chrystusem” (Dz 2:36).

Kto widzi ciąg dalszy świąt, ich związek z przebaczeniem grzechów – zbawieniem – może się prawdziwie cieszyć z narodzenia Jezusa, gdyż oznacza ono dla niego albo niej zbawienie i życie wieczne. Nie życzę nikomu magicznych świąt, ani wesołych, za to życzę każdemu by Chrystus w jego/jej życiu stał się bliski i realny, gdyż
Są to tylko cienie spraw przyszłych, a rzeczywistość należy do Chrystusa.”  Kol 2:17

Szymon Kołdys